Cz. 6 "No, to jedziemy!"
Nie mogłem się doczekać wyjazdu. Przez tydzień gadaliśmy z Lilką, Darkiem i Olkiem tylko o tym. Nasza czwórka tworzyła zgrany zespół. Wieczorem, tuż przed wycieczką, zacząłem się pakować. Nie mogłem niczego zapomnieć.
Rano wstałem o 5.30, żeby zdążyć. O siódmej mieliśmy wyjechać, a drogę "dom-szkoła" pokonywałem w godzinę. Do zbiórki pozostało niecałe 5 minut, a oprócz mnie nikogo nie było. Niepokoiłem się coraz bardziej. Wyjąłem komórkę i zadzwoniłem do Darka.
- Halo? Kamil? - usłyszałem głos przyjaciela.
- Cześć, Darek. O której jest ta zbiórka? - zapytałem, bo przyszło mi na myśl, że pomyliłem godziny.
- Jaka zbiórkaaaahh...? - zdziwił się ziewając. Miał zaspany głos, chyba go obudziłem.
- Jeju, Daro, Pobudka! - zawołałem do telefonu. - Dzisiaj jedziemy na wycieczkę! Pamiętasz?
- Jaką wyciecz... Aha, no tak! - zapadła chwila ciszy. Po chwili usłyszałem głośny szum i łupnięcie. Wyglądało na to, że zerwał się z łóżka.
- Zbiórka jest o 8.30 pod szkołą! Jestem spóźniony!? - krzyknął. Westchnąłem. Czyli jednak pomyliłem godziny... Ale ze mnie kretyn.
- Spokojnie. Jest 7.15, niestety. - powiedziałem poirytowany własną głupotą.
- Co tam się dzieje u ciebie? - zapytał uspokojony. Darek miał niesamowity szósty zmysł i zawsze wiedział o wszystkim co się we mnie gotowało. Tylko jedno uczucie udało mi się zachować dla siebie - to najważniejsze na calutkim świecie.
- Jestem wkurzony przez własną głupotę. Stoję pod szkołą od 20 minut, i jeszcze chwilę temu byłem święcie przekonany, że zbiórka jest punkt siódma. No nic... - powiedziałem akcentując każde słowo.
- Pffff... Człowieku, rozwalasz mnie na drobne kawałeczki. Będę za 20 minut, poczekasz tyle? - powiedział trochę zrezygnowany. Wyczułem to.
- Nie musisz. Poczekam sam, to moja wina. - w głębi duszy naprawdę chciałem, żeby przyjechał.
- Daj spokój. Co będziesz robił sam tyle czasu? Jak już mnie obudziłeś, to i tak nie zasnę, więc przyjdę. - odpowiedział.
- Dzięki! - zawołałem z nową energią w głosie. Darek zaśmiał się.
- Naprawdę łatwo jest cię przejrzeć. Do zobaczenia! - powiedział i rozłączył się. Usiadłem na walizce, bo zaczynały boleć mnie nogi. Zerknąłem na błękit nade mną, odchylając głowę do tyłu. Uśmiechnąłem się, bo bezchmurne niebo przypominało mi kolor oczu pewnej dziewczyny...
- Hej! Kamil! - usłyszałem nawet jej piękny głos. Zamknąłem oczy. Wyluzowałem się.
Coś małego wbiło mi się w ramię. Przerażony odskoczyłem na prawo, a tam - pustka. Przecież siedziałem na walizce. Syknąłem, bo boleśnie wylądowałem na plecach. Szczęściem było, że ochroniłem rękami głowę. Z walącym sercem w połowie zawału, niemiłosiernie bolącymi plecami i piekącymi oczami otworzyłem oczy, żeby sprawdzić kto wyrządził mi taką krzywdę. Natychmiast wybaczyłem tej osobie. Lilka klęknęła obok mnie.
- Lila..? - zacząłem, ale nie dane mi było skończyć.
- Przepraszam! Nie wiedziałam, że tak zareagujesz! - powiedziała szybko. Chwyciła mnie za rękę i popatrzyła w oczy. - Przepraszam... - szepnęła.
- Nic się nie stało. - odpowiedziałem zdziwiony własną reakcją. - Zamyśliłem się. Długo tu jesteś? - zapytałem zerkając na godzinę. Była dopiero 7.30, za dziesięć minut miał przyjść Daro.
- Jakieś 5 minut. - odpowiedziała z uśmiechem. - Patrzyłeś w to niebo takim rozmarzonym wzrokiem... nie chciałam ci przeszkadzać... - powiedziała zmieszana. Odwróciłem wzrok. Policzki mi płonęły."Bo myślałem o tobie" nie powiedziałem tego na głos. Zamiast tego...
- Nic się nie stało. - wypowiedziałem te słowa drugi raz. Ciszej. Nagle zdałem sobie sprawę z czegoś innego. - Momencik. Czemu ja nadal leżę na chodniku? - puściłem jej rękę i spróbowałem wstać. Po kilku dziwnych pozach, udało mi się to. Syknąłem, gdy spróbowałem się wyprostować. Zachwiałem się. Lila mnie złapała. Po chwili stanąłem prosto i wesoło gadałem z Lilką. Ona też pomyliła godziny. Daro dołączył do nas po chwili. Staliśmy i śmialiśmy się. Równo o 8.30 pani Kowal zaczęła wpuszczać nas do autokarów. Wszyscy byli obecni. Siedziałem (tak dla małej zmiany) z Lilą. Szybkie sprawdzenie obecności i autokar ruszył. Nikt nie spodziewał się tego, co stanie się na wycieczce.
Hejka,
Mam nadzieję, że nie przynudzam! Tym razem śpieszyłam się, żeby skończyć ten rozdział dla Klaudii, mojej przyjaciółki <3 Dzięki, że jesteś! ;3
Nie mogłem się doczekać wyjazdu. Przez tydzień gadaliśmy z Lilką, Darkiem i Olkiem tylko o tym. Nasza czwórka tworzyła zgrany zespół. Wieczorem, tuż przed wycieczką, zacząłem się pakować. Nie mogłem niczego zapomnieć.
Rano wstałem o 5.30, żeby zdążyć. O siódmej mieliśmy wyjechać, a drogę "dom-szkoła" pokonywałem w godzinę. Do zbiórki pozostało niecałe 5 minut, a oprócz mnie nikogo nie było. Niepokoiłem się coraz bardziej. Wyjąłem komórkę i zadzwoniłem do Darka.
- Halo? Kamil? - usłyszałem głos przyjaciela.
- Cześć, Darek. O której jest ta zbiórka? - zapytałem, bo przyszło mi na myśl, że pomyliłem godziny.
- Jaka zbiórkaaaahh...? - zdziwił się ziewając. Miał zaspany głos, chyba go obudziłem.
- Jeju, Daro, Pobudka! - zawołałem do telefonu. - Dzisiaj jedziemy na wycieczkę! Pamiętasz?
- Jaką wyciecz... Aha, no tak! - zapadła chwila ciszy. Po chwili usłyszałem głośny szum i łupnięcie. Wyglądało na to, że zerwał się z łóżka.
- Zbiórka jest o 8.30 pod szkołą! Jestem spóźniony!? - krzyknął. Westchnąłem. Czyli jednak pomyliłem godziny... Ale ze mnie kretyn.
- Spokojnie. Jest 7.15, niestety. - powiedziałem poirytowany własną głupotą.
- Co tam się dzieje u ciebie? - zapytał uspokojony. Darek miał niesamowity szósty zmysł i zawsze wiedział o wszystkim co się we mnie gotowało. Tylko jedno uczucie udało mi się zachować dla siebie - to najważniejsze na calutkim świecie.
- Jestem wkurzony przez własną głupotę. Stoję pod szkołą od 20 minut, i jeszcze chwilę temu byłem święcie przekonany, że zbiórka jest punkt siódma. No nic... - powiedziałem akcentując każde słowo.
- Pffff... Człowieku, rozwalasz mnie na drobne kawałeczki. Będę za 20 minut, poczekasz tyle? - powiedział trochę zrezygnowany. Wyczułem to.
- Nie musisz. Poczekam sam, to moja wina. - w głębi duszy naprawdę chciałem, żeby przyjechał.
- Daj spokój. Co będziesz robił sam tyle czasu? Jak już mnie obudziłeś, to i tak nie zasnę, więc przyjdę. - odpowiedział.
- Dzięki! - zawołałem z nową energią w głosie. Darek zaśmiał się.
- Naprawdę łatwo jest cię przejrzeć. Do zobaczenia! - powiedział i rozłączył się. Usiadłem na walizce, bo zaczynały boleć mnie nogi. Zerknąłem na błękit nade mną, odchylając głowę do tyłu. Uśmiechnąłem się, bo bezchmurne niebo przypominało mi kolor oczu pewnej dziewczyny...
- Hej! Kamil! - usłyszałem nawet jej piękny głos. Zamknąłem oczy. Wyluzowałem się.
Coś małego wbiło mi się w ramię. Przerażony odskoczyłem na prawo, a tam - pustka. Przecież siedziałem na walizce. Syknąłem, bo boleśnie wylądowałem na plecach. Szczęściem było, że ochroniłem rękami głowę. Z walącym sercem w połowie zawału, niemiłosiernie bolącymi plecami i piekącymi oczami otworzyłem oczy, żeby sprawdzić kto wyrządził mi taką krzywdę. Natychmiast wybaczyłem tej osobie. Lilka klęknęła obok mnie.
- Lila..? - zacząłem, ale nie dane mi było skończyć.
- Przepraszam! Nie wiedziałam, że tak zareagujesz! - powiedziała szybko. Chwyciła mnie za rękę i popatrzyła w oczy. - Przepraszam... - szepnęła.
- Nic się nie stało. - odpowiedziałem zdziwiony własną reakcją. - Zamyśliłem się. Długo tu jesteś? - zapytałem zerkając na godzinę. Była dopiero 7.30, za dziesięć minut miał przyjść Daro.
- Jakieś 5 minut. - odpowiedziała z uśmiechem. - Patrzyłeś w to niebo takim rozmarzonym wzrokiem... nie chciałam ci przeszkadzać... - powiedziała zmieszana. Odwróciłem wzrok. Policzki mi płonęły."Bo myślałem o tobie" nie powiedziałem tego na głos. Zamiast tego...
- Nic się nie stało. - wypowiedziałem te słowa drugi raz. Ciszej. Nagle zdałem sobie sprawę z czegoś innego. - Momencik. Czemu ja nadal leżę na chodniku? - puściłem jej rękę i spróbowałem wstać. Po kilku dziwnych pozach, udało mi się to. Syknąłem, gdy spróbowałem się wyprostować. Zachwiałem się. Lila mnie złapała. Po chwili stanąłem prosto i wesoło gadałem z Lilką. Ona też pomyliła godziny. Daro dołączył do nas po chwili. Staliśmy i śmialiśmy się. Równo o 8.30 pani Kowal zaczęła wpuszczać nas do autokarów. Wszyscy byli obecni. Siedziałem (tak dla małej zmiany) z Lilą. Szybkie sprawdzenie obecności i autokar ruszył. Nikt nie spodziewał się tego, co stanie się na wycieczce.
Hejka,
Mam nadzieję, że nie przynudzam! Tym razem śpieszyłam się, żeby skończyć ten rozdział dla Klaudii, mojej przyjaciółki <3 Dzięki, że jesteś! ;3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz