Cz. 7 "Nie tak to sobie wyobrażałem."
Czas w autokarze minął szybko, w wesołej atmosferze. Trochę bolało jak siedziałem, po tej całej akcji z walizką. Nadal nie jestem pewny, dlaczego to się stało. Czy byłem aż tak zamyślony i odpłynąłem? Nie zdarzało mi się tak reagować na niebo. Nie myślałem za dużo na ten temat. Pewnie dlatego, że totalnie mi się nie chciało. Gdy dojechaliśmy na miejsce i wysiedliśmy z dusznego autokaru, nareszcie odetchnąłem czystym powietrzem. Kierowca bezlitośnie wyrzucał nasze bagaże z pojazdu. Każdy szybko zabierał swój i pośpiesznie się oddalał, aby uniknąć przygniecenia cennej walizki lub torby czy zderzenia się z uskrzydlonymi, ciężkimi przedmiotami. Zrobiłem to co inni. Złapałem swoją walizkę i popatrzyłem na kierowcę. Rzucił jakąś torbą prosto w stojącą obok mnie tyłem Klaudię.
- Klaudia, uważaj! - krzyknąłem i wyciągnąłem rękę. Odbiłem lecący bagaż, pół metra od twarzy dziewczyny. Klaudia stała bez ruchu. Szepnęła tylko.
- Dzięki. - uśmiechnąłem się. To nie był całkiem szczery uśmiech. Ręka, którą odbiłem latającą torbę, bolała. Bardzo. Wokół był taki szum i harmider, że nikt nic nie zauważył. Gdy każdy zdobył swoje rzeczy, pani zebrała nas w grupkę i czytała listę pokoi. Trafił mi się pokój numer 4, na parterze. Olo otworzył drzwi i znaleźliśmy się w przestrzennym pokoju. Nie powiem, że był ładny. W związku z tym, że chłopaki mieli wynosić torby dziewczyn na wyższe piętra, wróciłem się na podjazd.
- Lila! Lena! Klaudia! - zawołała pani Kowal. - Dostałyście pokój numer 17, na trzecim piętrze. To jest poddasze, więc będziecie same. - dała Lilce kluczyk. Poszedłem do grupki dziewczyn.
- Pomóc wam? - zapytałem. Lila uśmiechnęła się i wręczyła mi pas od swojej torby. Popatrzyłem na Klaudię i Lenę.
- Jeśli możesz... - powiedziała Lena, zerkając na Klaudię, która kiwnęła głową. Torbę Lilki zarzuciłem przez głowę na krzyż z bagażem Leny. Przedramię pulsowało bólem, a ja starałem się to ignorować. Klaudia miała plecak górski, więc tradycyjnie założyłem go na plecy. Odetchnąłem głęboko.
- Na trzecie piętro marsz! - zawołała Lila ruszając w stronę budynku. Dziewczyny otworzyły mi drzwi. Wszedłem do środka. Coraz bardziej byłem świadomy tego, że nie pociągnę tak dłużej z tym bólem. Na drugim piętrze przyśpieszyłem, a dziewczyny trochę się zdziwiły. Chciałem jak najszybciej sprawdzić jak to wygląda. Wiele razy miałem gips i usztywnienia gipsowe. Wiem jak boli stłuczenie i złamanie. To był inny ból. Doszliśmy do pokoju. Wszedłem tam i zostawiłem torby pod ścianą. Z lewą ręką obchodziłem się bardzo ostrożnie. Chyba zbyt ostrożnie.
- Co ci się stało w rękę? - zapytała Lila. Drgnąłem.
- Nic. - odpowiedziałem krótko.
- Przecież widzę. Nie ukryjesz nic przede mną.- zakończyła.
- Czy to wtedy co mnie obroniłeś? - zapytała Klaudia. Popatrzyłem na nią.
- Tak. - powiedziałem krótko. Odwróciłem wzrok.
- Pokaż. Moja mama jest ortopedą, więc trochę się znam. - rozkazała Lilka.
- Nie wiem jak to wygląda. Najprawdopodobniej nie powinnyście tego oglądać. Boli bardziej niż złamanie. - powiedziałem ponuro. Zerknąłem na Lilkę. Patrzyła na mnie z taką stanowczością, że zacząłem zdejmować kurtkę. Odwinąłem rękaw do łokcia. Sino-fioletowe opuchnięcie, na pół przedramienia.
- Głupku! I ty wyniosłeś nasze torby?! - zawołała. - To złamanie, jak nic!
- Nieważne. Przynajmniej wam pomogłem. - zasłoniłem rękę. Wiedziałem, że to niebezpieczne, ale nie chciałem żeby ktoś wiedział.
- Nie mówcie nikomu. - powiedziałem ostro i wyszedłem z pokoju. Zbiegłem na parter i wparowałem do siebie. Chłopaki byli pewnie na obchodzie. Walizkę położyłem w nogach łóżka. Wyjąłem apteczkę i zdjąłem bluzę. Posmarowałem opuchnięcie żelem na stłuczenia. Niesamowicie dobrany lek. No, nieważne. Zawinąłem rękę bandażem. Ubrałem bluzę i sprawdziłem czy nie widać białego materiału. Zażyłem leki przeciwbólowe. Padłem na łóżko. Zupełnie nie tak to sobie wyobrażałem.
Hejo!
Jak wam się podoba??? Tym razem dedykacja dla wiecznie nieodbierającej telefonu Pauli i śpiewającej Kini "Ikiki", wiecznie uśmiechniętej Ali i gitarzystce Pauli. Dziewczyny dzięki, że czekałyście, kocham Was najbardziej na świecie! <3 :* ;P
Nie martwcie się, Kamilek jeszcze trochę pocierpi ;) przez jakieś dwie następne części ;P Mam nadzieję, że wytrwacie do końca! Pa Pa!
Czas w autokarze minął szybko, w wesołej atmosferze. Trochę bolało jak siedziałem, po tej całej akcji z walizką. Nadal nie jestem pewny, dlaczego to się stało. Czy byłem aż tak zamyślony i odpłynąłem? Nie zdarzało mi się tak reagować na niebo. Nie myślałem za dużo na ten temat. Pewnie dlatego, że totalnie mi się nie chciało. Gdy dojechaliśmy na miejsce i wysiedliśmy z dusznego autokaru, nareszcie odetchnąłem czystym powietrzem. Kierowca bezlitośnie wyrzucał nasze bagaże z pojazdu. Każdy szybko zabierał swój i pośpiesznie się oddalał, aby uniknąć przygniecenia cennej walizki lub torby czy zderzenia się z uskrzydlonymi, ciężkimi przedmiotami. Zrobiłem to co inni. Złapałem swoją walizkę i popatrzyłem na kierowcę. Rzucił jakąś torbą prosto w stojącą obok mnie tyłem Klaudię.
- Klaudia, uważaj! - krzyknąłem i wyciągnąłem rękę. Odbiłem lecący bagaż, pół metra od twarzy dziewczyny. Klaudia stała bez ruchu. Szepnęła tylko.
- Dzięki. - uśmiechnąłem się. To nie był całkiem szczery uśmiech. Ręka, którą odbiłem latającą torbę, bolała. Bardzo. Wokół był taki szum i harmider, że nikt nic nie zauważył. Gdy każdy zdobył swoje rzeczy, pani zebrała nas w grupkę i czytała listę pokoi. Trafił mi się pokój numer 4, na parterze. Olo otworzył drzwi i znaleźliśmy się w przestrzennym pokoju. Nie powiem, że był ładny. W związku z tym, że chłopaki mieli wynosić torby dziewczyn na wyższe piętra, wróciłem się na podjazd.
- Lila! Lena! Klaudia! - zawołała pani Kowal. - Dostałyście pokój numer 17, na trzecim piętrze. To jest poddasze, więc będziecie same. - dała Lilce kluczyk. Poszedłem do grupki dziewczyn.
- Pomóc wam? - zapytałem. Lila uśmiechnęła się i wręczyła mi pas od swojej torby. Popatrzyłem na Klaudię i Lenę.
- Jeśli możesz... - powiedziała Lena, zerkając na Klaudię, która kiwnęła głową. Torbę Lilki zarzuciłem przez głowę na krzyż z bagażem Leny. Przedramię pulsowało bólem, a ja starałem się to ignorować. Klaudia miała plecak górski, więc tradycyjnie założyłem go na plecy. Odetchnąłem głęboko.
- Na trzecie piętro marsz! - zawołała Lila ruszając w stronę budynku. Dziewczyny otworzyły mi drzwi. Wszedłem do środka. Coraz bardziej byłem świadomy tego, że nie pociągnę tak dłużej z tym bólem. Na drugim piętrze przyśpieszyłem, a dziewczyny trochę się zdziwiły. Chciałem jak najszybciej sprawdzić jak to wygląda. Wiele razy miałem gips i usztywnienia gipsowe. Wiem jak boli stłuczenie i złamanie. To był inny ból. Doszliśmy do pokoju. Wszedłem tam i zostawiłem torby pod ścianą. Z lewą ręką obchodziłem się bardzo ostrożnie. Chyba zbyt ostrożnie.
- Co ci się stało w rękę? - zapytała Lila. Drgnąłem.
- Nic. - odpowiedziałem krótko.
- Przecież widzę. Nie ukryjesz nic przede mną.- zakończyła.
- Czy to wtedy co mnie obroniłeś? - zapytała Klaudia. Popatrzyłem na nią.
- Tak. - powiedziałem krótko. Odwróciłem wzrok.
- Pokaż. Moja mama jest ortopedą, więc trochę się znam. - rozkazała Lilka.
- Nie wiem jak to wygląda. Najprawdopodobniej nie powinnyście tego oglądać. Boli bardziej niż złamanie. - powiedziałem ponuro. Zerknąłem na Lilkę. Patrzyła na mnie z taką stanowczością, że zacząłem zdejmować kurtkę. Odwinąłem rękaw do łokcia. Sino-fioletowe opuchnięcie, na pół przedramienia.
- Głupku! I ty wyniosłeś nasze torby?! - zawołała. - To złamanie, jak nic!
- Nieważne. Przynajmniej wam pomogłem. - zasłoniłem rękę. Wiedziałem, że to niebezpieczne, ale nie chciałem żeby ktoś wiedział.
- Nie mówcie nikomu. - powiedziałem ostro i wyszedłem z pokoju. Zbiegłem na parter i wparowałem do siebie. Chłopaki byli pewnie na obchodzie. Walizkę położyłem w nogach łóżka. Wyjąłem apteczkę i zdjąłem bluzę. Posmarowałem opuchnięcie żelem na stłuczenia. Niesamowicie dobrany lek. No, nieważne. Zawinąłem rękę bandażem. Ubrałem bluzę i sprawdziłem czy nie widać białego materiału. Zażyłem leki przeciwbólowe. Padłem na łóżko. Zupełnie nie tak to sobie wyobrażałem.
Hejo!
Jak wam się podoba??? Tym razem dedykacja dla wiecznie nieodbierającej telefonu Pauli i śpiewającej Kini "Ikiki", wiecznie uśmiechniętej Ali i gitarzystce Pauli. Dziewczyny dzięki, że czekałyście, kocham Was najbardziej na świecie! <3 :* ;P
Nie martwcie się, Kamilek jeszcze trochę pocierpi ;) przez jakieś dwie następne części ;P Mam nadzieję, że wytrwacie do końca! Pa Pa!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz