STO LAT! <333 Kochamy Panią!!!!!
~ Maja i Paula
Rozdział 8 "Przestań, to naprawdę boli"
Patrzyłem się w szary sufit. Ręka pulsowała bólem, mimo leków. Nie mogłem sobie wybaczyć, że źle potraktowałem Lilkę, chociaż ona chciała mi tylko pomóc. Westchnąłem i w tym momencie do pokoju wszedł Daro.
- Tylko zakochani wzdychają. - powiedział żartem, mierząc mnie wzrokiem. - Co jest? - zapytał po chwili. Powoli usiadłem na skraju łóżka. Podziwiałem czystość podłóg, wpatrując się bez wyrazu w moje, niegdyś białe, skarpety.
- Nic. Naprawdę. - uśmiechnąłem się sztucznie. Od razu mnie przejrzał.
- Nie przejmuj się. Nie mów nikomu, ale ja też... - zarumienił się lekko. Umilkł, a ja po chwili nie wytrzymałem.
- Ale co ty też? - podniosłem głowę, wpatrując się w jego twarz. Powoli domyślałem się o co mu chodzi.
- No... przecież wiesz! - powiedział już cały czerwony. - Kocham Lilkę. - powiedział, przybierając stanowczy ton głosu. Zamarłem i poczułem przygnębiającą pustkę. Przestraszyłem się. Nie umiałem opanować lęku, który mnie ogarnął. Przecież do tej pory wystarczało mi, że Lila jest szczęśliwa...
- A ty? - zerknął na mnie. Szybko odwróciłem wzrok. Prawda uderzyła mnie, budząc z pewnego rodzaju transu. Byłem zazdrosny. Nieziemsko zazdrosny.
- Ja... - głos uwiązł mi w gardle. Zrobiło mi się potwornie gorąco. Czułem, że moja twarz wręcz emanuje ciepłem, a policzki płoną. Westchnąłem ponownie i patrząc mu w oczy ciężkim spojrzeniem, powiedziałem - Kocham Lilę. Tak jak ty. Chcę, żeby była szczęśliwa. Proszę tylko o jedno - nie skrzywdź jej. - zakończyłem mój wywód prośbą prosto z serca. Usłyszałem dyszenie. Szybko podniosłem wzrok na przyjaciela. Jego postawa nie wróżyła nic dobrego. Szeroko rozstawione nogi, dłonie zaciśnięte w pięści. I jeszcze ten wzrok... Jego oczy miały wyraz wściekłości i cierpienia. Oddychał szybko i nierówno.
- Czy ty... - słyszałem wyraźnie każde jego słowo, choć mówił szeptem. - ...sugerujesz, że skrzywdziłbym osobę, którą kocham?!
- Ja nie... - zacząłem powoli, wstając. Nie dane mi było dokończyć tego zdania.
- Słyszałem! Powiedziałeś tak! - krzyknął zdesperowanym głosem. Zrobił kilka kroków w moją stronę, a ja zacząłem się cofać. Nie traciłem z nim kontaktu wzrokowego, bojąc się, że coś mi zrobi. Nagle jego oczy zapłonęły gniewem wymieszanym z odrobiną rozpaczy i bólu. Podbiegł i rzucił się na mnie, jak dzikie zwierzę. Poczułem jego pięść wbijającą się między moje żebra. Odrzuciło mnie do tyłu i uderzyłem plecami o szafę, która zachybotała się pod moim ciężarem. Osunąłem się na ziemię. Nie miałem zamiaru kontratakować - to był mój przyjaciel. Zacisnął pięść i drugi cios zadał w twarz. Krztusiłem się własną krwią i nie mogłem złapać tchu. Myślałem tylko o jednym - żeby ktoś wreszcie wszedł do tego pokoju. Popatrzyłem na niego błagalnym wzrokiem. W ogóle go nie poznawałem. W jego spojrzeniu nie było ani krzty litości czy współczucia. Następne uderzenie zablokowałem nadgarstkiem lewej ręki. Krzyknąłem. Zapomniałem o bandażu i opuchnięciu. Przez załzawione oczy zdołałem tylko zobaczyć zakrwawiony rękaw bluzy. Jęknąłem i odwróciłem wzrok. Takiego bólu nie czułem nigdy. Daro stał nade mną nieruchomo. Był przerażony. Cofnął się o krok. Zamknąłem oczy i jęknąłem znowu. Usłyszałem trzask zamykanych drzwi. To mój 'przyjaciel' wybiegł z pokoju. A czas płynął dalej...
Nie ruszałem się. Ból mnie oślepiał, nie byłem w stanie nic zrobić. Wyplułem na podłogę krew. Czułem jej zapach i smak. Straciłem czucie w lewym ramieniu. Wiedziałem tylko, że bluza w tamtym miejscu jest cała mokra od czerwonej cieczy wydobywającej się z mojej rany. Czułem spływające po policzku łzy. Pozwoliłem im płynąć.
Dopiero po jakimś czasie usłyszałem ciche pukanie.
- Kamil...? - usłyszałem znajomy głos, lecz nie miałem siły jej odpowiedzieć. - Uważaj, wchodzę. - powiedziała Lilka. Otworzyła drzwi i zobaczyła mnie.
- O mój Boże, Kamil! - krzyknęła tak głośno, że chyba cały ośrodek ją usłyszał. Podbiegła do mnie. Popatrzyła na moją twarz umazaną krwią i moją rękę.
Wzięła z apteczki leżącej na moim łóżku nożyczki do cięcia bandaży. Pewnymi rękami zaczęła ciąć rękaw bluzy. Delikatnie odsłaniała przedramię. Jęknąłem cicho.
- Musisz wytrzymać. - powiedziała krzepiącym tonem. Odsłoniła przedramię i zamarła. Nie chciałem tam patrzeć. Wstała i odwróciła się. Wyszła zamykając drzwi. Nie wiedziałem co się stało. Postanowiłem sprawdzić co z moją ręką. Zerknąłem i szybko odwróciłem wzrok, żeby nie zwymiotować. Zobaczyłem kości. Kości bardzo nie na swoim miejscu, a dokładniej, wystające z mojej ręki. To stąd wylewały się strumienie krwi. Usłyszałem szybkie kroki na korytarzu. Już nic mnie nie odchodziło. Usłyszałem otwieranie drzwi, do pokoju weszły dwie osoby. Wyplułem kolejną porcję krwi.
- Nie wiem co się stało ale jak tak dalej pójdzie to się wykrwawi. - mówiła Lila.
- Dzwoń po karetkę. Szybko. - usłyszałem zdesperowany głos i pikanie komórki. Wychowawczyni podeszła do mnie. - Kamil? Słyszysz mnie? Kamil!
Nie pamiętam nic więcej z tamtego dnia.
Hejka!
Cześć, to znowu ja, nie będę dziś zanudzać. Chcę tylko złożyć życzenia Kochanej Pani Agnieszce. Tak więc, zdrowia szczęścia i żeby na lekcjach polskiego było jeszcze więcej śmiechu niż jest teraz!!!!!!!!!!!!!!! <3
Maja
~ Maja i Paula
Rozdział 8 "Przestań, to naprawdę boli"
Patrzyłem się w szary sufit. Ręka pulsowała bólem, mimo leków. Nie mogłem sobie wybaczyć, że źle potraktowałem Lilkę, chociaż ona chciała mi tylko pomóc. Westchnąłem i w tym momencie do pokoju wszedł Daro.
- Tylko zakochani wzdychają. - powiedział żartem, mierząc mnie wzrokiem. - Co jest? - zapytał po chwili. Powoli usiadłem na skraju łóżka. Podziwiałem czystość podłóg, wpatrując się bez wyrazu w moje, niegdyś białe, skarpety.
- Nic. Naprawdę. - uśmiechnąłem się sztucznie. Od razu mnie przejrzał.
- Nie przejmuj się. Nie mów nikomu, ale ja też... - zarumienił się lekko. Umilkł, a ja po chwili nie wytrzymałem.
- Ale co ty też? - podniosłem głowę, wpatrując się w jego twarz. Powoli domyślałem się o co mu chodzi.
- No... przecież wiesz! - powiedział już cały czerwony. - Kocham Lilkę. - powiedział, przybierając stanowczy ton głosu. Zamarłem i poczułem przygnębiającą pustkę. Przestraszyłem się. Nie umiałem opanować lęku, który mnie ogarnął. Przecież do tej pory wystarczało mi, że Lila jest szczęśliwa...
- A ty? - zerknął na mnie. Szybko odwróciłem wzrok. Prawda uderzyła mnie, budząc z pewnego rodzaju transu. Byłem zazdrosny. Nieziemsko zazdrosny.
- Ja... - głos uwiązł mi w gardle. Zrobiło mi się potwornie gorąco. Czułem, że moja twarz wręcz emanuje ciepłem, a policzki płoną. Westchnąłem ponownie i patrząc mu w oczy ciężkim spojrzeniem, powiedziałem - Kocham Lilę. Tak jak ty. Chcę, żeby była szczęśliwa. Proszę tylko o jedno - nie skrzywdź jej. - zakończyłem mój wywód prośbą prosto z serca. Usłyszałem dyszenie. Szybko podniosłem wzrok na przyjaciela. Jego postawa nie wróżyła nic dobrego. Szeroko rozstawione nogi, dłonie zaciśnięte w pięści. I jeszcze ten wzrok... Jego oczy miały wyraz wściekłości i cierpienia. Oddychał szybko i nierówno.
- Czy ty... - słyszałem wyraźnie każde jego słowo, choć mówił szeptem. - ...sugerujesz, że skrzywdziłbym osobę, którą kocham?!
- Ja nie... - zacząłem powoli, wstając. Nie dane mi było dokończyć tego zdania.
- Słyszałem! Powiedziałeś tak! - krzyknął zdesperowanym głosem. Zrobił kilka kroków w moją stronę, a ja zacząłem się cofać. Nie traciłem z nim kontaktu wzrokowego, bojąc się, że coś mi zrobi. Nagle jego oczy zapłonęły gniewem wymieszanym z odrobiną rozpaczy i bólu. Podbiegł i rzucił się na mnie, jak dzikie zwierzę. Poczułem jego pięść wbijającą się między moje żebra. Odrzuciło mnie do tyłu i uderzyłem plecami o szafę, która zachybotała się pod moim ciężarem. Osunąłem się na ziemię. Nie miałem zamiaru kontratakować - to był mój przyjaciel. Zacisnął pięść i drugi cios zadał w twarz. Krztusiłem się własną krwią i nie mogłem złapać tchu. Myślałem tylko o jednym - żeby ktoś wreszcie wszedł do tego pokoju. Popatrzyłem na niego błagalnym wzrokiem. W ogóle go nie poznawałem. W jego spojrzeniu nie było ani krzty litości czy współczucia. Następne uderzenie zablokowałem nadgarstkiem lewej ręki. Krzyknąłem. Zapomniałem o bandażu i opuchnięciu. Przez załzawione oczy zdołałem tylko zobaczyć zakrwawiony rękaw bluzy. Jęknąłem i odwróciłem wzrok. Takiego bólu nie czułem nigdy. Daro stał nade mną nieruchomo. Był przerażony. Cofnął się o krok. Zamknąłem oczy i jęknąłem znowu. Usłyszałem trzask zamykanych drzwi. To mój 'przyjaciel' wybiegł z pokoju. A czas płynął dalej...
Nie ruszałem się. Ból mnie oślepiał, nie byłem w stanie nic zrobić. Wyplułem na podłogę krew. Czułem jej zapach i smak. Straciłem czucie w lewym ramieniu. Wiedziałem tylko, że bluza w tamtym miejscu jest cała mokra od czerwonej cieczy wydobywającej się z mojej rany. Czułem spływające po policzku łzy. Pozwoliłem im płynąć.
Dopiero po jakimś czasie usłyszałem ciche pukanie.
- Kamil...? - usłyszałem znajomy głos, lecz nie miałem siły jej odpowiedzieć. - Uważaj, wchodzę. - powiedziała Lilka. Otworzyła drzwi i zobaczyła mnie.
- O mój Boże, Kamil! - krzyknęła tak głośno, że chyba cały ośrodek ją usłyszał. Podbiegła do mnie. Popatrzyła na moją twarz umazaną krwią i moją rękę.
Wzięła z apteczki leżącej na moim łóżku nożyczki do cięcia bandaży. Pewnymi rękami zaczęła ciąć rękaw bluzy. Delikatnie odsłaniała przedramię. Jęknąłem cicho.
- Musisz wytrzymać. - powiedziała krzepiącym tonem. Odsłoniła przedramię i zamarła. Nie chciałem tam patrzeć. Wstała i odwróciła się. Wyszła zamykając drzwi. Nie wiedziałem co się stało. Postanowiłem sprawdzić co z moją ręką. Zerknąłem i szybko odwróciłem wzrok, żeby nie zwymiotować. Zobaczyłem kości. Kości bardzo nie na swoim miejscu, a dokładniej, wystające z mojej ręki. To stąd wylewały się strumienie krwi. Usłyszałem szybkie kroki na korytarzu. Już nic mnie nie odchodziło. Usłyszałem otwieranie drzwi, do pokoju weszły dwie osoby. Wyplułem kolejną porcję krwi.
- Nie wiem co się stało ale jak tak dalej pójdzie to się wykrwawi. - mówiła Lila.
- Dzwoń po karetkę. Szybko. - usłyszałem zdesperowany głos i pikanie komórki. Wychowawczyni podeszła do mnie. - Kamil? Słyszysz mnie? Kamil!
Nie pamiętam nic więcej z tamtego dnia.
Hejka!
Cześć, to znowu ja, nie będę dziś zanudzać. Chcę tylko złożyć życzenia Kochanej Pani Agnieszce. Tak więc, zdrowia szczęścia i żeby na lekcjach polskiego było jeszcze więcej śmiechu niż jest teraz!!!!!!!!!!!!!!! <3
Maja