poniedziałek, 8 grudnia 2014

Cz. 2 To, że jestem bogaty, nic nie zmienia!

Część 2  "Ognistowłosa"

            Stałem przy szkolnych drzwiach, spokojnie patrząc w ścianę deszczu. Myślałem o nowej klasie. Spodobała mi się dziewczyna z wściekle rudymi włosami i dużymi, błękitnymi oczami. Musiałem przyznać się samemu przed sobą, że polubiłem ją, chociaż jeszcze z nią nie rozmawiałem. Z reguły jestem cierpliwym człowiekiem, lecz po połowie godziny stania jak słup i bezmyślnego gapienia się w szybę, puściły mi nerwy. Przymknąłem oczy. Odwróciłem się i zrobiłem krok do przodu. Coś, a raczej ktoś, leciał w moją stronę. Nie mogłem się pomylić. Złapałem tego "ktosia" tuż nad ziemią. Pomogłem jej wstać. Nowej koleżance z klasy. Ognistowłosa dziewczyna popatrzyła się na mnie przestraszonymi oczami.
            - Przepraszam! - powiedziała, odskakując na bok. Wykrzywiła się, gdy spróbowała stanąć na prawej nodze. Znowu się zachwiała. Chwyciłem ją za ramiona, pomagając utrzymać równowagę. 
            - W porządku? - zapytałem z troską. 
            - Nie... Chyba skręciłam kostkę... - znowu zauważyłem ból na jej twarzy. 
            - Chodź do pielęgniarki. Może jeszcze jest w szkole. - powiedziałem głosem nieznoszącym sprzeciwu. - Mogę? - zapytałem widząc wykrzywioną twarz. Kiwnęła tylko głową. Najdelikatniej jak potrafiłem, wziąłem ją na ręce. Chwyciła mnie za szyję. 
            - Na pewno dasz radę? - wyszeptała w moje ramię, patrząc z ukosa w moje oczy. Uśmiechnąłem się ciepło w odpowiedzi.
            - Jasne.- doszedłem do schodów. Musiałem uważać, żeby się nie przewrócić. Zabiłbym nie tylko siebie, ale i piękną dziewczynę. Stanąłem przed drzwiami pielęgniarki, lekko zziajany. 
            - Mogłabyś zapukać? - powiedziałem ze śmiechem. 
            - Tak. - roześmiała się. Jaki miała śliczny głos! Czemu wcześniej tego nie zauważyłem...? Dziewczyna wyciągnęła rękę i zapukała. Usłyszeliśmy krzątaninę, drzwi otworzyły się, a w nich stanęła starsza kobieta w białym płaszczu. 
            - Słucham. - powiedziała, a gdy spojrzała na mnie i dziewczynę. wytrzeszczyła oczy ze zdziwienia. Roześmialiśmy się w tym samym momencie. Mina pielegniarki doprowadziła nas do łez. 
            - Chcecie coś na uspokojenie? - zapytała poważnie. Padłem na kolana, nadal trzymając dziewczynę w objęciach. Wybuchnęliśmy dwa razy głośniej. Kobieta stała nie bardzo wiedząc co zrobić. Gdy się wreszcie uspokoiliśmy, opowiedziałem pielęgniarce co się stało. Ta pokiwała głową, jakby pomijając sytuację z lekami uspokajającymi. Kobieta sprawnie zawinęła małą stópkę bandażem. Dziewczyna zadzwoniła po rodziców, którzy po chwili znaleźli się pod szkołą. Zniosłem ją ze schodów i wyszedłem ze szkoły. Jedynym śladem po deszczu była mokra okolica. Błękitne niebo rozjaśniało i upiększało marny widok miasta.
            - Jak się nazywasz? - zapytałem, zdając sobie sprawę, że nie wiem o niej najważniejszego.
            - Liliana. Możesz mówić mi Lila. - rozpromieniła się - A ty?
            - Jestem Kamil. - odpowiedziałem. Wymieniliśmy się numerami telefonu. Gdy zerknąłem na godzinę, poczułem pustkę.
            - Oż, cholera jasna! Jestem spóźniony! - zawołałem - Przepraszam cię, muszę lecieć. - przytuliłem ją na pożegnanie. - Do jutra! - zdążyłem zauważyć tylko płonące policzki. Pobiegłem na stację. Zdążyłem. Ledwo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz