poniedziałek, 8 grudnia 2014

Cz. 3 To, że jestem bogaty, nic nie zmienia!

Część 3 "Czuję dziwny niepokój, co to oznacza?"


           Nie chcecie wiedzieć jak bardzo moja mama była wkurzona, gdy przyszedłem do domu o półtorej godziny spóźniony. Wytłumaczyłem się z tego, z rumieńcami na twarzy. Rodzicielka utkwiła we mnie podejrzliwe spojrzenie o mocy bliskiej promieniowi Roentgena.
           - Kamil... - zaczęła powoli - Co ci jest? Czy ty przypadkiem nie jesteś zak...? - uciszyłem ją gestem i nie dałem dokończyć tego niesamowicie trafnego pytania. Zaczerwieniłem się jeszcze bardziej. Moją mamę zamurowało, gdy z moich oczu popłynęły szczere łzy. W tej właśnie chwili, zdałem sobie sprawę z tego co czuję do nowo poznanej dziewczyny. Nie radziłem sobie z tym uczuciem. Przecież nawet jej nie znam! Ani trochę! Nie patrząc matce w oczy poszedłem do łazienki.Przebrałem się w szare dresy i białą bluzkę bez rękawów. Na to czarna, rozpinana, bluza. Popatrzyłem w swoje odbicie w lustrze. Rumieńce nie opuszczały mojej twarzy. "Jak ja wyglądam... " pomyślałem nie mogąc odgonić czarnych myśli. Czerwone policzki, mokre od łez. Delikatnie zapuchnięte od płaczu oczy. Usłyszałem ciche pukanie.
           - Kamilku... pamiętaj, że mi możesz wszystko powiedzieć. Jak będziesz gotowy... - podszedłem do drzwi i przekręciłem zamek. Mama uchyliła drzwi i zobaczyła moją twarz i to w jakim jestem stanie, (w sumie nie zdziwiłbym się, gdyby wtedy zadzwoniła do grabarza i zamówiła dla mnie trumnę oraz miejsce na cmentarzu). Przytuliła mnie mocno. Objąłem ją i całkowicie się rozkleiłem. To było do mnie zupełnie niepodobne. 
           - Szczere łzy są oznaką tego, że nasze serce nie wyschło. Dobrze o tym wiesz. Pamiętaj, możesz zwrócić się do mnie z każdym problemem! - mówiła gładząc mnie po głowie. Kiwnąłem głową, nie mogąc wydusić słowa. Po długiej chwili wypuściła mnie ze swoich objęć. Uśmiechnąłem się smutno, przez płynące dowody na to, że moje serce jeszcze nie wyschło. Spuściłem oczy i skierowałem się w stronę swojego pokoju. Zamknąłem za sobą drzwi. Padłem na łóżko. Patrzyłem niewidzącym wzrokiem na biały sufit. W pewnej chwili usłyszałem dzwonek mojego telefonu. Odebrałem nie patrząc nawet na wyświetlacz, kto dzwoni. 
           - Tak, słucham? - powiedziałem głosem sugerującym "mam dość życia, chcę umrzeć" lub "tak, płakałem przed chwilą i nie mam ochoty na gadanie z kimkolwiek". Zamarłem słysząc znajomy głos. 
           - Hej. Wszystko w porządku? - zapytała z troską Lila - Kamil...?
           - O, hej. - powiedziałem trochę spokojniej, lecz słychać było, że nic nie jest dobrze.
           - Mam zadzwonić później? - zapytała niepewnie.
           - Nie, jest w porządku. - w moim głosie nadal brakowało stanowczości, którą tak bardzo pragnąłem w nim usłyszeć.
           - No więc po pierwsze chcę ci podziękować z pomoc. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła. - powiedziała akcentując szczególnie ostatnie zdanie. Może miała nadzieję, że podniesie mnie tym na duchu? Jeśli tak, to podziałało. Serce zabiło mi dwa razy szybciej, poczułem jak płoną mi policzki. - Po drugie, pamiętaj, możesz mi zaufać. Wiem, znamy się ledwo dzień, ale wydaje mi się, że masz jakiś problem albo coś, z czym sobie nie radzisz... Zawsze możemy porozmawiać, jeśli tylko będziesz chciał. - po tym zapadła kilkusekundowa cisza. Łzy znowu zaczęły wbrew mojej woli płynąć po moich policzkach.
           - Dziękuję. - wyszeptałem, łamiącym się głosem, do telefonu.
           - Czekaj... Czy ty płaczesz? - zapytała zdezorientowana. 
           - Ze szczęścia, że mam kogoś takiego jak ty. - powiedziałem i uśmiechnąłem się do białego sufitu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz