wtorek, 10 lutego 2015

Cz. 9 To, że jestem bogaty, nic nie zmienia!

Rozdział 9 "Naiwny egoista"

Pochłonęła mnie ciemność. Nie czułem bólu. Byłem jednak zupełnie wyczerpany. Po czym? Tego nie pamiętałem. Leżałem na czymś miękkim i było mi ciepło. Próbowałem sobie przypomnieć cokolwiek. Nie byłem w stanie. Odpuściłem i odpłynąłem.

Otworzyłem oczy i gwałtownie usiadłem. Ktoś łagodnie acz stanowczo położył mnie na łóżku. Posłusznie opadłem na poduszkę. Oddychałem głośno. Tym "kimś" okazał się lekarz w nieskazitelnie białym fartuchu. Znajdowałem się w sali z białymi ścianami i jednym oknem. Nie miałem wątpliwości. To było znienawidzone przeze mnie miejsce - szpital.
          - Spokojnie. - powiedział, patrząc zmartwionym wzrokiem, jak szybko i nierówno oddycham. - Jesteś w szpitalu. - oświecił mnie, geniusz. - Byłeś nieprzytomny przez 5 dni. Jak się czujesz? - zapytał. 
          - Pięć dni...? - powiedziałem niepewnie. Uderzyła mnie fala wspomnień. Przypomniałem sobie Darka, Lilę i ten potworny ból. - Chyba dobrze. - odpowiedziałem na pytanie zadane przez lekarza.
          - Miałeś złamanie otwarte kości łokciowej i promieniowej. Niezbędna będzie rehabilitacja... -powiedział, grzebiąc w papierkach.- Jednak operacja przebiegła bez zbędnych komplikacji. - kontynuował. Ehh, czeka mnie rehabilitacja... Nie wytrzymam. Czemu to zawsze ja mam największego pecha...?
          - Chłopcze! - zawołał. - Czy ty mnie w ogóle słuchasz? - szczerze? nie. 
          - Przepraszam, zamyśliłem się. Mógłby pan powtórzyć? - zapytałem najgrzeczniejszym tonem na jaki było mnie stać. 
          - Masz gości. Przyszli rodzice i jakaś dziewczyna. Masz teraz siłę? - zapytał lustrując mnie wzrokiem. Pokiwałem głową. Czułem się lepiej, nie chciałem martwić rodziców. 
          - Zaraz ich wpuszczę. - powiedział lekarz.
          - Dobrze. - odpowiedziałem cicho. Spuściłem wzrok, zajmując się moimi dłońmi. Szczerze powiedziawszy, to bałem się ich reakcji. Czy wiedzą o co poszło? Czy Darek się przyznał? Czarne myśli krążyły mi po głowie. Co ja mam im powiedzieć...?
          - Kamil! - usłyszałem głos mamy. Podbiegła do mnie i przytuliła. Nie zareagowałem. Nadal trwałem w bezruchu i intensywnie wpatrywałem się w moje dłonie. - Nie wiesz jak ja się martwiłam! Co ty wyrabiasz? Co ty sobie wyobrażasz wdając się w bójkę?! - zawołała.
          - A zauważyłaś, żeby mój 'przeciwnik' miał jakieś obrażenia? - zacząłem pustym, nic nie wyrażającym głosem. - Choćby najmniejszego siniaka? Nie...? No to widzisz. Wygląda na to, że wasza 'bójka' zamienia się w pobicie. - powiedziałem głosem wypranym z emocji. Ojciec patrzył się na mnie zdziwiony, a matka zamarła. 
          - Cieszę się, że nic ci nie jest. Tylko ta rehabilitacja mnie niepokoi. - powiedziała bardziej do ojca niż do mnie. Po dłuższej chwili, rodzice pożegnali się ze mną i wyszli. Do sali weszła kolejna osoba. Byłem rozdrażniony po rozmowie z rodzicami. Opadłem na poduszki i zamknąłem oczy. Usłyszałem kroki.
          - Ty głupku! - zawołała Lila. Ze zdziwienia gwałtownie usiadłem na łóżku. Zakręciło mi się w głowie. Nie mogłem jeszcze wykonywać tak szybkich ruchów.- Jak mogłeś?! Czemu to zrobiłeś?! Czy ty nie masz mózgu?! - wykrzykiwała dalej, kompletnie nie zwracając uwagi na mój stan. Patrzyłem się na nią szeroko otwartymi oczami. Krzyczała do mnie tak, jakbym popełnił co najmniej najgorsze przestępstwo. Ale jej zachowanie w ogóle nie pasowało do jej zapłakanej twarzy. Gdybym nie był w szpitalu, najpewniej zaczęłaby mnie okładać pięściami. A ja tego całego 'okładania pięściami' miałem serdecznie dość do końca życia. Wzdrygnąłem się mimowolnie. Nie miałem pojęcia o co jej chodzi. Wykorzystałem moment, gdy brała wdech.
          - O co się tak wściekasz? - zapytałem bez namysłu.
          - Masz czelność się mnie o to pytać? - zawołała z nową mocą. No nie. Wkurzyłem ją jeszcze bardziej. Przestała się na mnie drzeć. Stała z twarzą ukrytą w dłoniach, drżąc. Rozpłakała się na dobre. Nie wiedziałem co robić. Cicho wygrzebałem się z pościeli i wstałem. Zignorowałem pulsujący ból w skroniach i niepewnym krokiem podszedłem do niej.
          - Lila? - powiedziałem cicho i łagodnie, jak do dzikiego zwierzątka. Stałem kilka kroków od niej. Chciałem zobaczyć jej twarz. Chciałem wiedzieć, czemu jest na mnie wściekła. Chciałem to wszystko wiedzieć... W jednej chwili zamarłem. Jak mogłem być tak głupi? Przecież jej na pewno chodzi o Darka! Czemu wcześniej mi to do głowy nie przyszło, nie wiem. Byłem naiwnym egoistą. 
          - Nie uderzyłem twojego Darka ani razu. - powiedziałem sucho, wpatrując się w nią z nieskrywanym żalem i zawodem. Czemu? Może oczekiwałem czegoś więcej? Uśmiechnąłem się pogardliwie. Nie miałem pojęcia jak bardzo się wtedy myliłem.




~Do zobaczenia w następnym rozdziale ;)
















1 komentarz: